Facebook
Youtube

Metryka Śmigla

Każde miasto ma lub przynajmniej pragnęłoby mieć swoją metrykę. Rzym na przykład założono podobno w 753 r. p.n.e. (i historycy gotowi są ostatnio znów bronić tej przekazanej przez dużo późniejszą tradycję daty), Gdynię – w 1926 r., choć w tym przypadku chodziło tylko o nadanie praw miejskich, a sama osada istniała przecież całe wieki wcześniej. Podobnie jest zresztą z większością innych polskich miast i miasteczek. Ich właściwe początki giną w niepamięci dziejów, ale uchwytny jest moment uzyskania praw miejskich („lokacji”), oznaczających nowy początek. Poznań czy Kraków świętowały niedawno 750. jubileusze swych lokacji miejskich (dokonanych odpowiednio w latach 1253 i 1257), choć nikt przecież nie wątpi, że obronne grody istniały tam dużo wcześniej.
 
Jak rzecz przedstawia się w przypadku Śmigla? Już piszący w 1741 r. historię miejscowego kościoła pastor Martin Adelt wyrachował, że miasto powstało „przed co najmniej 340 laty” – czyli najpóźniej w 1400 r. Opierał się zaś na pewno na znajomości dokumentów z miejskiego archiwum (w którym, jak zobaczymy za chwilę, najstarszy dokument rzeczywiście pochodził z 1400 r.). Odtąd podana przez Adelta data weszła do obiegu, powtarzana i potwierdzana do dziś w kolejnych opracowaniach. Poważne prace naukowe datują więc przeważnie powstanie naszego miasta na czas „około 1400” albo „przed 1400 r.” Wiedzę tę dość chaotycznie przekazują dalej rozmaite popularne kompendia. Obecna wciąż w wielu polskich domach trzynastotomowa Wielka encyklopedia powszechna PWN podaje rok „ok. 1400” (t. XI, s. 316), ale najnowsza, trzydziestotomowa Wielka encyklopedia PWN (t. XXVII, s. 18) już rok 1415, co powtarza potem Wikipedia, natomiast internetowy słownik miast polskich ma z kolei rok 1400 (bez „około”). Zasłużony regionalista wielkopolski, ks. Stanisław Kozierowski, podawał w swych przedwojennych, ale wciąż czytanych, pracach rok 1405 (czyżby za sprawą błędu drukarskiego?). Najciemniej staje się pod samą latarnią. Na śmigielskim ratuszu tablica upamiętnia powstanie miasta w 1458 r. Pobrzmiewa tu dalekie echo lektury dzieł mało już dziś miarodajnego, dziewiętnastowiecznego autora, Heinricha Wuttkego, który napisał niezbyt zręcznie, że Śmigiel stał się miastem „zapewne ok. 1400, a już w każdym razie przed 1458 r.” (bo z tego roku pochodzi znane zestawienie miast wielkopolskich, wymieniające oczywiście także Śmigiel). Natomiast na śmigielskiej stronie internetowej o lokacji nie ma ni słowa, więc historia miasta zaczyna się dopiero w XVI w.! W różnych przestrzeniach krążą więc różne daty, a im bliżej zwykłego odbiorcy, nie będącego zawodowym historykiem, tym większy zamęt i niejasność.
 
Z pozoru sprawa ustalenia daty początku nie powinna nastręczać kłopotów. Nadanie praw miejskich jest wszak konkretnym aktem prawnym, który w dodatku z zasady potwierdzany był na piśmie stosownym dokumentem. O ile tylko dokument taki się zachował, nic prostszego, jak wyczytać z nim datę narodzin miasta. W istocie sprawa nie przedstawia się nigdy aż tak prosto. Lokacja miasta była procesem skomplikowanym. Oznaczała nie tylko przemiany w organizacji prawnej osady, ale przeważnie także w jej stosunkach przestrzennych i demograficznych. Nadanie praw miejskich dotykało kompetencji władzy państwowej i w dawnej Polsce wymagało każdorazowo zgody monarszej. W przypadku miast powstających (tak, jak w przypadku Śmigla) w dobrach prywatnych właścicieli, konieczne było więc najpierw uzyskanie odpowiedniego przywileju królewskiego, po czym dopiero następował właściwy dokument lokacyjny samego dziedzica włości. Daty obydwóch dokumentów z zasady się różnią, przeważnie nawet o kilka lat. Przywilej królewski był tylko ogólnym zezwoleniem (porównać go można do dzisiejszego zezwolenia na budowę, o jakie musi zabiegać każdy inwestor, ale którego data nie wyznacza oczywiście czasu powstania budynku). Bywały przywileje na lokacje miast, których w ogóle nie udało się nigdy zrealizować. Widać już w każdym razie, że lokacja miasta była nie jednorazowym wydarzeniem, ale procesem i to przeważnie procesem długotrwałym. Samo wydanie dokumentu też nie oznaczało automatycznie powstanie miasta. Trzeba było dopiero wytyczyć rynek i ulice (pamiętajmy, że większość naszych miast ma charakterystyczny, regularny układ przestrzenny), zbudować domy, a przeważnie także sprowadzić osadników i zorganizować im życie w nowym miejscu. Wszystko to musiało trwać. Istniejące dokumenty wyznaczają więc tylko orientacyjne daty takiego wieloletniego w istocie procesu. Na ogół w dodatku nie mamy pewności, w którym momencie zostały spisane – przywilej monarszy powinien otwierać całą procedurę, ale kancelaria królewska, jak każda biurokracja przyzwyczajona do operowania utartymi schematami, stosowała identyczny formularz zarówno w przypadku nadawania, jak i w przypadku potwierdzania czy odnawiania praw miejskich ośrodkom już istniejącym. Z kolei dokument dziedzica mógł równie dobrze być wystawiony na początku procesu lokacyjnego, jak i ostatecznie go zamykać.
 
Wiele mniejszych miast wielkopolskich potraciło w ciągu dziejów swe dokumenty lokacyjne. Są dziś jak ludzie bez metryki urodzenia. Śmigiel jest w tej szczęśliwej sytuacji, że stosowne dokumenty posiada. Nie są to co prawda przemawiające do wyobraźni oryginały, spisane na pożółkłym pergaminie, opatrzone zawieszonymi na barwnych sznurach woskowymi pieczęciami. Bogate archiwum miejskie Śmigla spłonęło podczas wielkiego pożaru miasta w 1814 r. Znamy dziś jednak odpisy zatraconych wtedy dokumentów. W 1580 r. burmistrz Stanisław Moczygroch „w imieniu swoim i całej wspólnoty miasta Śmigla” przedłożył mianowicie do urzędu grodzkiego we Wschowie podstawowe dokumenty miejskie, by wpisać je do stosownych ksiąg urzędowych i tym samym uchować przed zapomnieniem w razie zniszczenia. Była to powszechna praktyka, dzięki której zresztą znamy dzisiaj brzmienie setek dokumentów wystawionych w średniowieczu, a potem zaginionych. Śmigielski burmistrz przyniósł w 1580 r. cztery dokumenty. Jeden z nich stanowiła stosunkowo świeżej daty ordynacja dziedziców w sprawie wodociągów z 1576 r., pozostałe trzy były natomiast piętnastowieczne. Znajdował się wśród nich także przywilej królewski. Wystawił go Kazimierz Jagiellończyk podczas pobytu w Poznaniu 21 lipca 1460 r. Król zbierał właśnie pieniądze na kontynuowanie wojny trzynastoletniej z Krzyżakami. Na prośbę – być może popartą jakimś brzęczącym argumentem - biskupa poznańskiego Andrzeja Bnińskiego (który był rodzonym bratem zmarłego krótko przedtem dziedzica Śmigla, Wojciecha, i opiekunem jego dzieci) monarcha nadał Śmiglowi właściwe dla miast „niemieckie prawo magdeburskie”, przenosząc na nie miasto i jego mieszkańców „z prawa polskiego, ruskiego lub jakiekolwiek innego”. Już wzmianka o prawie ruskim – które nigdy przecież nie było używane w Wielkopolsce – pokazuje, że kancelaria królewska posłużyła się tu zupełnie mechanicznie i bezmyślnie utartym wzorem formularzowym, nie zastanawiając się nad jego zgodnością z rzeczywistością. Nie trzeba zatem przywiązywać wagi także do faktu, że w dokumencie mowa jest o nadaniu praw miejskich w czasie teraźniejszym. W istocie jest to tylko potwierdzenie przez monarchę lokacji dokonanej już wcześniej. Nie jest to zatem właściwy przywilej lokacyjny, a tylko jego odnowienie. Wynika to zresztą wyraźnie z pozostałych dokumentów przedstawionych w grodzie wschowskim – są one po prostu starsze (bo datowane są na rok 1400 i 1415), a mówią również o mieście. Miasto to nie jest tam co prawda nigdzie nazywane Śmiglem. Zawsze mowa jest o Koszanowie. Jest jednak oczywiste, że to tylko kwestia nazwy, a chodzi w istocie o jedno i to samo miasto. Dowodzi tego przede wszystkim fakt, że w 1580 r. wszystkie trzy akty przedstawiono jako dokumenty śmigielskie. Istnienie zresztą w tak bliskim sąsiedztwie dwóch różnych miast byłoby zupełnym niepodobieństwem. Ponieważ istnienie wsi Koszanowo mamy poświadczone dużo wcześniej (najstarsza wzmianka o niej pochodzi z 1301 r.), przyjąć trzeba, że to na jej gruntach założono miasto, które z czasem dopiero przyjęła nazwę Śmigla – jest ona poświadczona po raz pierwszy w 1408 r. Wyraźny dowód słuszności takiego rozumowania przynoszą przekazy o średniowiecznych sporach granicznych: w 1400 r. rozgraniczano Koszanowo i Polodowo, a w latach 1403-1412 toczono długi proces o granice Koszanowa i Nowej Wsi. Dziś Koszanowo nie graniczy z tymi miejscowościami, bo między nimi leży Śmigiel. Do sprawy związanych z naszą lokacją przekształceń przestrzennych wrócimy jeszcze za chwilę.
 
Przedstawione w grodzie wschowskim dokumenty z lat 1400 i 1415 wystawione były przez miejscowych dziedziców. Nie były to już jednak chyba oryginały. O ile bowiem przy pozostałych pozycjach pisarz urzędowy zaznaczył, że są spisane na pergaminie i opieczętowane odpowiednimi pieczęciami, o tyle w przypadku tych dwóch dokumentów stwierdził tylko ogólnikowo, że przedstawiono mu nie budzące wątpliwości pisma. Były to więc raczej jakieś kopie. Obydwa dokumenty spisane zostały w języku niemieckim. Zacznijmy od drugiego, który jest dużo obszerniejszy. Po ozdobnych formułach wstępnych (wezwaniu imienia Bożego i preambuły uzasadniającej konieczność utrwalania spraw ludzkich na piśmie) następuje prezentacja wystawcy: „Ja Ramsz z Oppeln, dziedzic w Koszanowie” (Ich Ramschel von Oppeln, erbherre zu Coschnaw). Oświadcza on, że za zgodą króla Władysława dokonał lokacji „miasta Koszanowa” na prawie magdeburskim, po czym następuje cały szereg szczegółowych regulacji. Dokument jest obszerny i nie zawsze całkowicie zrozumiały. Nowym prawem objęta ma zostać także Nowa Wieś, mieszkańcy otrzymują prawo wygonu bydła i hodowli owiec. Dziedzic nadaje miastu (przeważnie za odpowiednimi opłatami) szereg ogrodów i kawałków gruntu, przy czym wymienia się interesujące nazwy terenowe. Czytamy o Łysej Górze (Kalenbergk), Dzikiej Górze (Wildenberg), o „placu żydowskim” (Judenplatz), o źródłach Bukowym i Świętym (Buchen born, Heiliger born), o drodze na Wschowę, o stawach, grobli, wiatrakach. To niesłychanie ciekawy materiał, potwierdzający istnienie już wtedy słynnych potem śmigielskich wód źródlanych, a także wiatraków – od których śmigieł miasto prawdopodobnie wzięło swą nową nazwę. Potem następuje nadanie praw handlowych: prawa handlu solą, prawa posiadania wagi i postrzygalni sukna oraz prawo posiadania ław (po dwóch rzeźniczych, piekarskich i szewskich). Dalej dokument nasz mówi jeszcze o posiadaniu w mieście „wolnej łaźni”, z zastrzeżeniem darmowej kąpieli i strzyżenia włosów dla dziedzica oraz jego czeladzi dworskiej, a także dla biednych w każdą sobotę. Potem jeszcze jest ustęp o prawie obnoszenia po mieście chorągwi miejskiej (co wydaje się ciekawym, ale bliżej niezrozumiałym, obyczajem). Dokument kończy się zapowiedzią przywieszenia pieczęci oraz datą – na św. Marcina (11 listopada) 1415 r.
 
Drugi dokument jest dużo krótszy, zarówno w sensie treści, jak i stylistyki. Brak mu wszelkich ozdobnych formuł. Zaczyna się po prostu od imienia wystawcy: „Ja Henryk z Oppeln pan na Koszanowie”. Oświadcza on, że nadał swemu miastu Koszanowo prawo handlu solą, do tego zaś wagę, postrzygalnię sukna oraz po dwie ławy rzeźnicze, piekarskie i szewskie, nadto „wysokie kramy” oraz leżące wokół „rowu miejskiego” stawy. Na końcu znów zapowiedziano pieczęć oraz postawiono datę: na św. Jana Chrzciciela (24 czerwca) 1400 r.
 
Uderza tu, że treściowo postanowienia starszego dokumentu zawierają się w dokumencie późniejszym, gdzie zostały niemal w całości powtórzone – z wyjątkiem wzmianki o „wysokich kramach” i stawach – i poszerzone tylko o dodatkowe zastrzeżenia i rozwiązania szczegółowe. Prawa handlowe miały dla miasta zasadnicze znaczenie. Szczególnie potraktowanie soli było zrozumiałe, jako że chodziło o towar prawdziwie strategiczny, bez którego nikt nie mógł się obyć, a więc sprzedawany był zawsze i masowo. Nader istotne było też wyłączne posiadanie postrzygalni i wagi, co pozwalało miastu zmonopolizować kontrolę nad całym handlem detalicznym (jedynie dziedzicowi wolno było samemu krajać sukno i rozważać towary). W miasteczku tej skali nikt nie sprzedawał bowiem sukna na bele, a innych towarów w ilościach hurtowych. Zrozumiałe jest więc, że władze miejskie szczególnie zabiegały o te właśnie przywileje i że dziedzic wystawił najpierw dokument tylko w tej sprawie. Pokazuje to nam też we właściwym świetle stosunek obydwóch dokumentów. Dokument z 1415 r. zbierał, powtarzał, rozwijał i uzupełniał różne wcześniej już nadane prawa i koncesje. Nie jest to więc na pewno dokument otwierający lokację. Wręcz odwrotnie – mamy tu do czynienia z aktem podsumowującym długotrwały proces lokacyjny. Odpowiadała temu także uroczysta szata słowna. Dokument z 1415 r. - w przeciwieństwie do tego z roku 1400 - opatrzony został szeregiem ozdobnych formuł, mniej istotnych z punktu widzenia ścisłości prawnej, ale za to nader doniosłych ze względów reprezentacyjnych. Zastanawiające jest przy tym, że wszystkie te formuły użyte zostały w dokumencie spisanym po niemiecku. Sam fakt spisania dokumentów dla mieszczan po niemiecku nie budzi zdziwienia. W Polsce trzymano się wprawdzie wtedy zasady, by urzędowe pisma pisać tylko po łacinie. Zwyczaju tego nie musieli jednak podzielać wystawcy naszych dokumentów, panowie z Oppeln, będący – jak zobaczymy za chwilę – przybyłymi ze Śląska Niemcami. Także osadnikami bywali często Niemcy. Podnieść natomiast trzeba, że ówcześni pisarze przeważnie unikali w tekstach niemieckich nadmiaru ozdobników i niepotrzebnych sformułowań. Język niemiecki, podobnie jak wszystkie języki narodowe, dopiero stopniowo adaptował się do roli języka pisanego. Szkoła i podręczniki retoryki uczyły przede wszystkim pisania po łacinie i pisarzom szło sprawniej układanie tekstów w tym języku. Znaczne rozbudowanie stylistyczne naszego dokumentu, który układał przecież najpewniej jakiś skromny prowincjonalny pisarz, jest więc rzeczywiście osobliwością. Pozwala to na przypuszczenie, że dokument, jaki przedstawiono w 1580 r., to w istocie późniejsze dopiero tłumaczenie z oryginału, który prawdopodobnie był łaciński. Odpowiada to zresztą jego znaczeniu i roli. Łacina uchodziła powszechnie za najbardziej uroczysty z języków. Taka forma byłaby właściwa dla dokumentu, który miał podsumować cały proces lokacji miasta.
 
Zrozumiałe też, że dokument z 1415 r. pełnił potem rolę właściwego dokumentu lokacyjnego. W 1671 r. to jego przedłożono do kolejnego zatwierdzenia ówczesnemu dziedzicowi Rafałowi Leszczyńskiemu. Jest jednak intrygujące, że tekst przekazany w tym zatwierdzeniu jest nieco odmienny od tego, który przed chwilą streszczałem. Zmiany nie są wielkie, ale w kilku miejscach zmieniają istotnie sens – różnica występuje nawet w dacie, która w kopii z 1671 r. podana została w postaci: „na św. Jana”. Widać więc, że zapobiegliwi mieszczanie dokonywali w posiadanym tekście (który zresztą prawdopodobnie był już zniszczony i miejscami kiepsko czytelny) pewnych, korzystnych dla siebie poprawek – krótko mówiąc go podfałszowali. Stwierdzenie tego faktu nasuwa zresztą kolejne podejrzenie: czy podobnych machinacji nie dopuszczono się z okazji tłumaczenia na niemiecki, którego się domyślamy. Na pytanie to nie ma oczywiście, z braku materiału dla przeprowadzenia porównania, odpowiedzi. Charakterystyczne jednak, że bardzo ważne klauzule na temat praw handlowych różnią się od wersji zawartej w dokumencie z 1400 r. przede wszystkim przypomnieniem o uprawnieniach dziedzica. Zastrzeżeń takich nie mieli żadnego interesu wprowadzać mieszczanie.
 
Cały ten wywód prowadzi oczywiście do wniosku, że początków lokacji Śmigla nie można datować na rok 1415. Wówczas całe przedsięwzięcie było już gotowe. Wynika to wyraźnie z samych dokumentów. Opisują one miasto, które już stoi i funkcjonuje – ma nawet „rów miejski” - a wymaga tylko pewnych regulacji prawnych. Także zresztą inne źródła poświadczają istnienie miasta przed 1415 r. We wrześniu 1408 r. przed sądem biskupim w Poznaniu stanął Mikołaj nazwany „:burmistrzem z Koszanowa” i domagał się od miejscowego plebana Bernarda zwrotu pewnych pieniędzy. Niespełna dwa tygodnie później, 12 października, przed tym samym sądem pojawił się z kolei Stanisław Born określony jako „pleban ze Śmigla”, toczący proces z „tamtejszym mieszczaninem” Mikołajem Miczkiem. Po pierwsze, widać wyraźnie działające już miasto: są mieszczanie, są władze (burmistrz), prowadzi się interesy, pożycza pieniądze, toczy spory. Po drugie, widać dwoistość nazwy: raz jest to jeszcze Koszanowo, za drugim razem zaś już Śmigiel. Dualizm taki utrzymywał się jeszcze przez kilkanaście lat. W tamtych czasach o nazewnictwie nie decydowały jeszcze rozstrzygnięcia urzędnicze, ale po prostu praktyka językowa okolicznych mieszkańców. Po trzecie wreszcie, zauważyć trzeba, że w naszym mieście jest dwóch plebanów. Trudno przypuszczać, by w ciągu kilkunastu dni, jakie dzieliły cytowane zapiski, nastąpiła zmiana na parafii. Obydwie postacie spotykamy zresztą także i później: Stanisław pojawił się jeszcze w 1410 r. (tym razem jako „pleban w Koszanowie”), Bernard zaś występował aż do 1424 r. – nazywany zresztą niekiedy w charakterystyczny sposób „plebanem ze Śmigla czyli Koszanowa”. Procesy z 1408 r. pokazują zatem, że obok siebie działali jednocześnie dwaj plebani – i to jest charakterystyczne dla czasów lokacji. Nowym mieszczanom należało wszak zapewnić opiekę duszpasterską, więc budowano dla nich przeważnie nowy kościół lub kaplicę i z czasem zakładano nową parafię. Tu raczej mamy do czynienia z etapem przejściowym, kiedy w jednej parafii funkcjonuje dwóch duszpasterzy i obaj tytułują się plebanami.
 
Jeżeli stwierdzamy, że rok 1415 zamyka cały proces lokacyjny, to ciśnie się oczywiście pytanie – jak datować jego początek. Najpewniej musiał przypadać przed rokiem 1400. Z tego czasu pochodzi bowiem, przypomnijmy, nadanie praw handlowych. Nadanie takie byłoby zrozumiałe wobec miasta, które już istnieje – trudno zaś wyobrazić sobie, aby było pierwszym krokiem dziedzica, przystępującego dopiero do lokacji. Jak długo cofać się możemy przed rok 1400? Mamy w tym względzie wyraźną wskazówkę w cytowanym dokumencie – Ramsz powołuje się mianowicie na zezwolenie uzyskane od króla Władysława. Przywilej królewski musiał oznaczać początek zabiegów związanych z lokacją. Chodzi tu oczywiście o króla Władysława Jagiełłę, który na tron polski wstąpił w 1386 r. (koronowany 4 marca 1386 r.). Otrzymujemy zatem przedział lat 1386-1400, w których mieści się początek lokacji Śmigla. Wydaje się, że właściwej daty szukać należy raczej bliżej progu początkowego niż końcowego tego okresu. Pewną poszlakę może stanowić pojawienie się już w 1395 r. sąsiedztwie miejscowości o nazwie Nowa Wieś. Statystycznie rzecz biorąc nie ulega wątpliwości, że Nowe Wsie, jakich pełno w polskim krajobrazie osadniczym, wiążą się ściśle z sąsiednimi miastami – a więc powinny zawsze powstawać dopiero po lokacji. Trudno to jednak traktować jako bezwzględną zasadę. Są też bowiem Nowe Wsie nie przylegające bezpośrednio do żadnego miasta. Nazwa mogła więc zostać urobiona po prostu na określenie świeżo wykarczowanej osady. Tropem nowowiejski nie jest zatem zbyt pewny.
 
Pozostaje wszakże jeszcze jeden ślad. Wydaje się wysoce prawdopodobne, że przywilej na lokację naszego miasta powinien zostać wystawiony podczas pobytu króla w Wielkopolsce. Władysław Jagiełło bywał tu często, niemal co roku (Wielkanoc lubił spędzać w Kaliszu), acz niekiedy docierał tylko do miast położonych na wschodzie tej dzielnicy. Bawił nawet kilka razy w Kościanie (13 IV 1393, 15 IV 1398, 5 IV 1399), gdzie musiał się spotykać z okoliczną szlachtą i załatwiać lokalne sprawy. Szczególniejszą uwagę zwrócić jednak należy na pobyt Jagiełły w Poznaniu 31 marca 1388 r. Król zatwierdził wtedy przywileje dla ziemi wschowskiej i wydaje się pewne, że przy akcie tym asystować musiał wschowski starosta, a był nim wówczas Ramsz z Oppeln – znany nam już jako dziedzic Koszanowa i wystawca jednego z omawianych wyżej dokumentów. Krótko potem, 31 lipca 1388 r., naszego Ramsza spotykamy u boku monarchy w odległym Bodzentynie (koło Kielc w Małopolsce). Być może w tych powtarzających się kontaktach z monarchą odkrywamy ślady zabiegów o zgodę na planowaną lokację miasta. Choć traktować to trzeba tylko jako niesprawdzalne do końca przypuszczenie, gotów jestem uznać właśnie rok 1388 za prawdopodobną datę przywileju królewskiego i tym samym datę początkową procesu lokacyjnego.
 
Miasto miało swojego założyciela. Śmigiel należy do grupy miast prywatnych, jakich wiele zakładała w swych dobrach szlachta wielkopolska. Posiadanie własnego miasta było istotnym wykładnikiem prestiżu społecznego. Dlatego też ulegało stałemu upowszechnieniu. Zrazu prywatne miasta zakładali tylko najmożniejsi panowie, potem po takie lokacje sięgała także średnia szlachta. Skutkiem tej dyktowanej ambicjami działalności było wielkie zagęszczenie sieci miejskiej. Posadowione co kilka lub kilkanaście kilometrów miasteczka nie miały szans na rozwój. Lokacja Śmigla mieści się jeszcze w stosunkowo wczesnej fazie tego procesu. Jego założyciele byli możnymi i wpływowymi ludźmi. Trudno tu zresztą wskazać konkretną osobę. Jako wystawcy przytaczanych dokumentów występują Henryk (w 1400 r.) i Ramsz z Oppeln (w 1415 r.). Wiadomo, że w tym czasie występowali w tej rodzinie bracia o takich imionach, których zresztą trudno dokładniej rozróżnić, bo Henryk używał także przydomka Ramsz (Henryk nie żył jednak już w 1412 r., a więc nie mógł wystawić dokumentu trzy lata później). Nie ulega natomiast wątpliwości identyfikacja rodziny. Pochodzili z Oppeln na Łużycach (w okolicy Budziszyna). W herbie nosili osękę, czyli bosak z zakrzywionym hakiem. W XIV w. niektórzy z nich weszli na służbę książąt śląskich i osiedli na pograniczu śląsko-wielkopolskim. Dziedzicznie piastowali ważny urząd starosty we Wschowie, a król Kazimierz Wielki po przyłączeniu tego miasta do Polski (1343) zostawił im tę godność. Tak Oppelnowie stali się polskimi poddanymi. Wkrótce zaczęli nabywać dobra w Wielkopolsce. W 1361 r. Ramsz von Oppeln był już posiadaczem Czacza. Jest to najpewniej ojciec znanych nam już braci Henryka i Ramsza. Z Czacza zaś już bardzo blisko do Koszanowa. Pierwszym źródłowym śladem obecności Oppelnów w Koszanowie jest co prawda dopiero rozważany wyżej dokument z 1400 r. Jest jednak wysoce prawdopodobne, że Ramszowie nabyli Koszanowo już dużo wcześniej – najpewniej wraz z Czaczem, jako że obie miejscowości dzieliły przeważnie te same losy majątkowe. Koszanowo było kiedyś gniazdem możnej rodziny wielkopolskiej, pieczętujacej się herbem Szaszor (orzeł z gwiazdą zamiast głowy), do której należał też i Czacz. Andrzej z Koszanowa, rycerz pasowany a do tego człowiek piśmienny, za Władysława Łokietka walczył z Krzyżakami (był w krwawej potrzebie pod Płowcami), zaś w czasach Kazimierza Wielkiego został starostą generalnym Wielkopolski (1339-1341). Jego synowie związali się jednak potem z opozycją antykrólewską („konfederacja Maćka Borkowica”) i w ramach represji zostali pozbawieni przez Kazimierza rodowych majątków. Widać ich potem w zupełnie innych okolicach (w Bardzie pod Pyzdrami i Cerekwicy pod Kcynią). Koszanowo i Czacz znalazły się zapewne w ręku królewskim i to od króla dobra te przejęli pewnie Oppelnowie. W latach 1401-1403 widać tam jeszcze ich współdziedzica w osobie bliżej nieznanego Jana Stopacza z Klonowca i Mórkowa. Był to zapewne szwagier Oppelnów: zwracają bowiem uwagę procesy sąsiedzkie z Nową Wsią, w których występuje Ramsz z bratem (Henrykiem) i siostrą, potem zaś Ramsz, Henryk i Jan Stopacz. Dobra czacko-koszanowskie stanowiły nieduży, ale zwarty klucz kilku wsi (Czacz, Koszanowo, Glińsko, Nowa Wieś, Robaczyn).
 
O Ramszu, w 1392 r. poświadczonym znów jako starosta wschowski, mamy nieco interesujących wiadomości. W 1393 r. najechał królewskie miasto Kościan z dużą gromadą 60 szlachty i 100 „pomniejszych” ludzi. Pozwany o to do sądu, odpowiedział hardo, że ma na piśmie specjalny przywilej królewski, by przez dwa lata być sądzonym wyłącznie przez samego monarchę. W latach 1399-1400 procesował się z kolei z kupcem z łużyckiej Żytawy (utrzymywał więc kontakty z rodzinnym stronami), któremu nie zapłacił za „postawiec” (luksusowe sukno), samostrzały (czyli broń palną) i siodła. Wiadomo też, że Ramsz dysponował w okolicy swoimi „manami”, czyli szlacheckimi wasalami. W Wielkopolsce było to zjawisko bardzo rzadkie i wygląda na przeszczepienie wzorów ze Śląska. Te przypadkowe dosyć dane pokazują jednak wyrazisty obraz ambitnego i aktywnego człowieka o szerokich horyzontach i możliwościach, cieszącego się dużym mirem i poważaniem w okolicy – a istotna i wymowna jest też wzmianka o szczególnych łaskach królewskich. Także sprawę lokacji miasta trzeba było przecież zacząć od zabiegów o zezwolenie monarsze. Stworzenie sobie miasta dobrze się wpisuje w aktywność tego człowieka i to jemu przypisać bez wątpienia należy ten pomysł. Niejasna pozostaje natomiast rola brata Henryka, a zwłaszcza wspomnianego Jana Stopacza. Ramsz zresztą zdołał się ich pozbyć, wykupując część Stopacza a bratu w ramach działów rodzinnych wydzielając inne dobra (jego potomkowie siedzieli potem w Bronikowie, dając początek znanej do dziś rodzinie Oppeln-Bronikowskich).
 
Charakterystyczne jest, że Oppelnowie (pisani już wtedy niekiedy z polska jako Opaleńscy) założyli miasto w Koszanowie, nie zaś w Czaczu, który stanowił dotąd główną ich siedzibę. W Czaczu znajdowała się zresztą solidna rezydencja („zamek”, jak mówią źródła), której śladem jest zachowane do dziś grodzisko wśród podmokłych łąk. W Czaczu panowała jednak nader skomplikowana sytuacja własnościowa. Widać tam w pierwszych latach XV w. szereg rożnych posiadaczy (z których niektórzy byli tylko zastawnikami). Wydaje się, że jest to przejaw wycofywania się stąd Oppelnów, sprzedających lub zastawiających tutejsze dobra. Odkąd postawili na Koszanowo, tracili zainteresowanie Czaczem. Wszystko to wskazuje, że wybór terenu pod zaplanowane miasto musiał być głęboko przemyślany. Nie potrafimy stwierdzić na pewno, jakie walory miejsca okazały się decydujące. Rzuca się w oczy korzystne położenie wobec ówczesnych dróg handlowych. Największe znaczenie w okolicy miał duży szlak, biegnący z Poznania i Kościana ku Śląskowi, na Wschowę i Głogów. W Czaczu przekraczał on po grobli zabagnioną dolinę rzeczki Samicy i w miejscu dzisiejszego Śmigla wydostawał się na suchą wysoczyznę. Gdzieś właśnie w tym miejscu najpewniej się rozgałęział, bowiem już z najstarszych wzmianek wiadomo, że miał na tym odcinku jakieś lokalne odnogi. W tym wreszcie na pewno miejscu od głównego traktu śląskiego odbijała poprzeczna droga, biegnąca na zachód, w stronę Przemętu.. Miała ona duże znaczenie lokalne, stanowiąc główne połączenie równoleżnikowe na południe od silnie zabagnionej doliny Obry. W każdym razie Śmigiel wyrastał w miejscu istotnego węzła drożnego, w którym to punkcie stosunkowo najłatwiej było kontrolować miejscowy ruch. Miejsce, wyniesione wyraźnie ponad podmokłe otoczenie – po Wielkopolsce krążył potem prosty, ale wymowny wierszyk „Schmiegel liegt auf dem Hügel” (Śmigiel leży na wzgórzu) - miało naturalne walory obronne. Swoją rolę w wyborze miejsca odegrały też z pewnością lokalne źródła – dzięki których wodom Śmigiel słynął później ze znakomitego piwa, a których eksploatacja sięga na pewno czasów lokacji, skoro nazwy ich padają, jak pamiętamy, już w dokumencie z 1415 r. Nazwanie wtedy jednego z nich „świętym” wskazuje, że doceniano ich zalety lecznicze.
 
Trudno jest śledzić przemiany przestrzenne związane z lokacją. Pewne możliwości daje tu tylko obserwacja losów kościołów. Świątynie stanowiły bowiem bardzo trwały element krajobrazu. Nawet, gdy przeniesiono ludzkie siedliska, kościół zostawał przeważnie na starym miejscu – niekiedy przez całe wieki znacząc w szczerym polu lub leśnej głuszy miejsce po dawno opuszczonej osadzie. Mamy w Śmiglu dwa historyczne kościoły – farę pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP oraz położony na południe od miasta kościółek Św. Wita. Fara w obecnej postaci powstała u progu XVII w., zachowując jednak pierwotną formę gotycką, która wskazuje wyraźnie na powstanie w XV w. Powtarzana w literaturze data jego zbudowania w 1439 r. wydaje się co prawda mocno niepewna – nie udało się wciąż zidentyfikować źródła takiej informacji – ale trudno ją też zdecydowanie odrzucać. W wielu kościołach zapisywano bowiem i pilnie przechowywano datę konsekracji. W każdym razie śmigielska fara pochodzi na pewno z XV w. Nie ulega też wątpliwości jej organiczny związek z lokowanym miastem. Bardziej zagadkowo wygląda podmiejski kościółek Św. Wita. Jego obecnie istniejący budynek powstał wprawdzie dopiero w 1769 r., ale niewątpliwie stanął na miejscu starszego (drewnianego). Wskazuje na to choćby umieszczenie w ołtarzu głównym gotyckiego tryptyku, przedstawiającego Wniebowzięcie NMP, a datowanego na 1506 r. Prawdopodobnie pochodził on (jak sugeruje sam temat) pierwotnie z fary miejskiej, skąd usunięto go pewnie w związku z czasowym przejęciem parafii przez innowierców w okresie szesnastowiecznej reformacji albo w związku z wielkim pożarem w 1582 r. Najstarsza wzmianka o kościele Św. Wita „za miastem” pochodzi z 1550 r. Znajdował się wówczas w zarządzie śmigielskiego plebana, ale miał przypisany własny dom, ogród i rolę – co wskazuje, że kiedyś musiał tam być osobny pleban. Szerzej opisuje kościół wizytacja kościelna z 1619 r. Świątynia była drewniana, ale „przetykana cegłami”. Nie miał żadnego uposażenia. Pamiątkę jego poświęcenia obchodzono w pierwszą niedzielę po Wielkiejnocy. Co roku w ów dzień i przez kilka następnych tygodni aż do Dni Krzyżowych odprawiano tam nabożeństwa dla „pobożnych ludzi”. Pokazuje to, że stojący na uboczu kościółek zajmował wciąż trwałe miejsce w świadomości okolicznej ludności. Samo wezwanie Św. Wita wydaje się dość archaiczne – jego kult pojawił się w Polsce u progu państwowości, ale żywy był także w stuleciach następnych, tak więc wszelkie oparte na samym wezwaniu spekulacje na temat początków kościoła (może XII, może nawet X w.?) są niesprawdzalne i nie prowadzą donikąd. Przyjąć należy w każdym razie – jak czynili to wszyscy dotychczasowi badacze problemu – że kościół Św. Wita stanowił najstarszy ośrodek przedlokacyjnej parafii w Koszanowie. W związku z powstaniem miasta urządzono nową kaplicę z własnym duszpasterzem – stąd podwójna obsada parafii, którą mieliśmy okazję obserwować w 1408 r. Nie doszło jednak, jak w wielu innych miastach, do wyodrębnienia osobnej parafii miejskiej. Ośrodek starej parafii przeniósł się natomiast do kościoła miejskiego, który rozbudowano do nowej, okazałej postaci murowanej. Stary Św. Wit pozostał zaś na uboczu, traktowany jako kościółek pomocniczy śmigielskiej parafii.
 
Rozwiązanie takie pozwala na następne istotne wnioski. Nie ulega wątpliwości, że kościół Św. Wita – jako najstarsza świątynia koszanowskiej parafii – wyznacza punkt ciężkości miejscowego osadnictwa przed lokacją. To w tym miejscu znajdować się musiała czternastowieczna wieś Koszanowo. Dziś znajduje się już gdzie indziej – około pół kilometra bardziej na północ. Przesunięcie wiązać trzeba niewątpliwie z lokacją Śmigla. Widać, że proces lokacyjny głęboko przeorał cały zastany układ osadniczy. Miasto wytyczono kilkaset metrów obok pierwotnego centrum, na dogodnym wzgórzu, mieszkańców dawnej wsi przesiedlono nieco dalej, a samą wieś po prostu zlikwidowano. W związku z tymi przekształceniami stoją niewątpliwie wspomniane już wyżej sprawy graniczne, jakie dziedzice Koszanowa mieli ok. 1400 r. z sąsiadami z Polodowa i Nowej Wsi. Prawdopodobnie wytyczając miasto, Ramszowie naruszyli grunty sąsiedzkie. Wszystko to pokazuje zarazem, jak wielkim i skomplikowanym przedsięwzięciem była lokacja miasta – nawet stosunkowo niedużego, jak Śmigiel.
 
Przy okazji lokowania miasta dziedzice budowali sobie często nową, reprezentacyjną rezydencję. Najczęściej miała ona postać obronnej wieży na murowanych piwnicach, ustawionej na sztucznie nasypanym kopcu, co w źródłach określano po łacinie jako fortalicium. Nie słychać jednak nigdy o takim obiekcie w Koszanowie czy Śmiglu, gdzie źródła notują zawsze jedynie „dwór” (curia) – co oznacza zwykłą, nieumocnioną siedzibę szlachecką. Przypuszczać wszakże wolno, że także w Śmiglu planowano odpowiednią rezydencję. Zdaje się na to wskazywać obecność wieży – ewidentnie zamkowej, a nie kościelnej, jak się niekiedy twierdzi – w herbie miasta (poświadczonym wprawdzie dopiero w XVI w., ale ustalonym prawdopodobnie już momencie lokacji). Można jednak zrozumieć, dlaczego Ramsz Oppeln nie dokonał nigdy takiej inwestycji. Mieszkał zrazu w Czaczu (gdzie miał prawdziwy „zamek”), ale – jak pamiętamy - musiał się potem stamtąd stopniowo wycofać, co interpretować należy jako dowód narastających trudności finansowych. Wydaje się, że to właśnie lokacja miasta „zjadła” jego majątek. Jeśli musiał zaś sprzedawać rodowe dobra, nie czas było myśleć o budowie rezydencji (bo było to również bardzo kosztowne przedsięwzięcie). Może też zresztą nie stało na to czasu. Dokument z 1415 r., zamykający proces lokacji Śmigla, jest ostatnim znanym dokonaniem Ramsza. Dziedziczył po nim syn Mikołaj Ramsz. I on był człowiekiem nie pozbawionym ambicji – jak wskazuje ożenek z Katarzyną ze starej, możnej i robiącej właśnie dużą karierę rodziny Bnińskich – ale ambicje te pozostały niespełnione. Po wczesnej śmierci Mikołaja jego dzieciom Władysławowi i Mikołajowi Ramszom zostały tylko niespłacone i niespłacalne długi. Na ich poczet trzeba było w 1443 r. sprzedać Śmigiel. Nabywcami byli wujowie Bnińscy – z których jeden, biskup poznański Andrzej wystąpił zarazem jako opiekun w imieniu nieletnich Ramszów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że odegrał tu rolę mocno dwuznaczną, przymuszając pewnie siostrzeńców do pozbycia się ojcowizny. Tak to odeszli ze Śmigla potomkowie założyciela miasta. Żyli potem w innych dobrach (m.in. w Lubosinie pod Pniewami), ale przez kilkadziesiąt używali wciąż jeszcze nazwiska Śmigielskich, jakby wspomnienia minionej świetności. Także Wojciech Bniński, który w podziałach z braćmi wziął Śmigiel, zaczął zwać się teraz Śmigielskim. Tak były w Wielkopolskie dwie różne rodziny tego nazwiska. Ponieważ Wojciech miał wielu synów i wnuków, dobra ulegały podziałom, a niektóre części wraz z rękami panien Śmigielskich przechodziły w obce posiadanie. W ten właśnie sposób u progu XVI w. weszli do Śmigla Rozdrażewscy i Leszczyńscy.
 
W toku lokacji, jak dowodziłem, zachowano (choć przesuniętą) wieś Koszanowo. Płynie stąd wniosek, że miasto zasiedlić musieli nie dawni wieśniacy, ale nowi osadnicy. Nie potrafimy powiedzieć wiele bliższego o ich pochodzeniu. Z najstarszego okresu istnienia miasta znamy zaledwie kilka imion i przezwisk: w 1408 r. w procesach z plebanami wystąpili burmistrz Mikołaj i Mikołaj Miczek, w dokumencie lokacyjnym z 1415 r. wspomniany jest Jan Kühne (Kuhne), potem zaś w sądzie biskupim stawali Wojtek (1420) oraz Gość i Mikołaj Szymek ze Śmigla (1433). Imię Mikołaj było wówczas używane powszechnie. Istotne wydaje się, że formy Miczek, Wojtek, Szymek czy Gość są typowo polskie i świadczyć mogą o polskim pochodzeniu. Z kolei zapis Kühne bądź Kuhne robi wrażenie niemieckie, ale może to być przecież równie dobrze swojski Kuna w zniekształconym przez pisarza zapisie. Wygląda w każdym razie na to, że najstarsza ludność Śmigla była raczej miejscowego pochodzenia, choć liczyć się trzeba z udziałem przybyszów z pobliskiego przecież Śląska (wówczas silnie zniemczonego) a może nawet – zważywszy koneksje i kontakty dziedziców dóbr – z Łużyc. Napływ ten nasilić się musiał w ciągu następnych dziesięcioleci. W 1514 r. burmistrzem był Andrzej Miller (niem. młynarz). Prowadziło to nawet do pewnych napięć w lokalnej społeczności. W 1507 r. piwowar Maciej Cothel w imieniu swoim i całej „wspólnoty Niemców” ze Śmigla oskarżył przed sądem biskupim w Poznaniu śmigielskiego plebana Mikołaja o to, że ten „nie utrzymuje kapłana i spowiednika Niemca, który by głosił słowo Boże podług dawnego zwyczaju”. Ostatnie słowa wskazują, że kwestia specjalnego duszpasterstwa dla Niemców nie była bynajmniej nowością. Mimo wymówek ze strony plebana (mających pokryć oczywistą okoliczność, że utrzymanie dodatkowego wikariusza po prostu uszczuplało plebańskie dochody), sąd nakazał mu w ciągu najbliższych miesięcy znaleźć odpowiedniego człowieka, pod groźbą usunięcia z parafii. Sprawa pokazuje pewne kłopoty z asymilacją przybyszów, ale nie ulega zarazem wątpliwości, że na dłuższą metę ulegali oni dość szybkiej polonizacji. Widać to w imiennym wykazie mieszczan śmigielskich, jaki sporządzono w 1556 r. przy okazji sprzedaży połowy miasta (a więc pewnie i mieszczan jest tu połowa). Figurują tam: Andrzej krawiec, Sebastian Kania, Maciej Kęsy ślusarz, Kozak, Golec, Waligóra, Gałganek, Ochsnar, Trzebiświnia, Kędziorka, Brzóska, Rojka, Walenty Młynarz, Terpiczka, Kosarz, Kulig, Smaczny, Jenika, Motyka, Czeska, Jech, Klugowa, Kołodziej, Biela, Świerczewa, Matys Kuśnierz, Piotr i Browarka, a ponadto domy Olbrychtowczy i Kramarzewski oraz działka Strzelcewska. Niemiecko brzmiących przydomków jest tu zaledwie kilka: Ochsnar (od niem. Ochse – wół), Olbrycht, Klugowa, Terpiczka, może też Jenika czy Jech; nader charakterystyczny przykład daje natomiast Matys Kuśnierz, bo imię ma tu formę wyraźnie niemiecką, ale nazwisko jest już zapisane ewidentnie po polsku.
 
Zwrócić jeszcze trzeba uwagę na wspomniany w dokumencie z 1415 r. „plac żydowski”. Czy oznacza to obecność Izraelitów? O śmigielskich Żydach skądinąd nic nie wiemy, a Śmigla nie wymieniają zachowane rejestry gmin żydowskich. Wiadomo natomiast, że Żydzi w wielkopolskich miastach byli jeszcze w XIV w. rzadkością i pojawiali się raczej w miastach królewskich (acz od reguły tej zdarzały się wyjątki). Było natomiast dość innych powodów, by nazwać kawałek gruntu mianem „żydowskiego” (przydomek „Żyd” nosili niekiedy także chrześcijanie, żył nawet wówczas w Wielkopolsce szlachcic Mikołaj Żydówka z Rogaczewa). Obecność Żydów w najdawniejszym Śmiglu traktować zatem trzeba mocno sceptycznie.
 
Takie były początki Śmigla – miasta na wzgórzu, które swe powstanie zawdzięcza ambicjom obcych przybyszów z rodziny von Oppeln i pracy ściąganych z różnych stron osadników. Nie należy już do naszego zadania śledzić dokładniej dalszy rozwój miasta. Bez trudu wskazać jednak można pewne charakterystyczne cechy gospodarczej działalności mieszczan. Śmigiel słynął z wiatraków: od nich prawdopodobnie pochodzi nazwa miasta, są wzmiankowane w dokumencie lokacyjnym z 1415 r., pojawiają się też zawsze w szesnastowiecznych źródłach podatkowych (wymieniano ich sześć w 1563, a pięć w 1581 r.). Nieprzypadkowo wśród wymienionych przed chwilą przezwisk mieszczańskich powtarza się Miller czy Młynarz. Wiatraki obsługiwały okoliczne wioski. Ale miasto także samo produkowało. Renomę zapewniało Śmiglowi piwo. Swą jakość zawdzięczać miało znakomitej wodzie z miejscowych źródeł. Jak dużym uznaniem cieszyło się w okolicy już w średniowieczu, pokazuje sprawa z 1507 r. Opat lubiński pozwał wtedy do sądu zarządcę parafii w należącej do klasztoru Święciechowej o to, że szynkuje w swym domu piwo śmigielskie i głogowskie „szlachcie, mieszczanom i wieśniakom”. Nie chodziło jednak bynajmniej o to, że duszpasterz zamienił plebanię w szynk – istotne było, że sprzedawano obce piwa „na szkodę miejscowych mieszczan”. Sąd biskupi wydał wyrok salomonowy, pozwalając sprzedawać piwo dalej, ale tylko „kapłanom i obcej szlachcie”. Widać, że śmigielskie piwo łatwo wypierało z lokalnego rynku inne gatunki, których nie chciał pijać nikt, kto nie musiał. Zajmowano się też w Śmiglu na pewno, podobnie jak w wielu innych miasteczkach Wielkopolski, sukiennictwem. Już w 1415 r. słyszymy o prawie mieszczan do hodowli owiec – chodziło bez wątpienia o wełnę na sukno. W dniu 21 lutego 1438 r. Mikołaj „tkacz wełniany” ze Śmigla zaciągnął w Poznaniu spory dług 30 grzywien z terminem spłaty na jarmark wielkopostny. Pokazuje to zasięg kontaktów gospodarczych śmigielskich producentów i rytm ich pracy: dopiero sprzedaż towaru na jarmarku zapewnić miała wypłacalność dłużnika. W 1469 r. wystąpił Maciej złotnik ze Śmigla – ale chyba mieszkał on już w Poznaniu. Większe miasto zawsze przyciągało najaktywniejszych ludzi z całego regionu, a w Śmiglu złotnik nie miał chyba zbyt wiele roboty. Nieprzypadkowo jeden z szesnastowiecznych rejestrów podatkowych odnotowuje w Śmiglu tylko „rzemieślników pospolitych” (w liczbie 27). Śmigiel żył też z handlu. W 1493 r. król Jan Olbracht zezwolił na odbywanych co piątek targach tygodniowych swobodnie handlować końmi i bydłem. Śmigiel włączał się więc w pośrednictwo w ważnym dla całej Środkowej Europy handlu wołami, pędzonymi z Rusi (nieprzypadkowa jest nazwa Wołynia) do Niemiec; świadczy o tym także wspomniane wyżej mieszczańskie przezwisko Ochsnar. Miasto potrafiło również korzystać z położenia na ruchliwym trakcie poznańsko-głogowskim. Ruch tam był podobno tak wielki, że władze miejskie nie mogły podołać stałym naprawom drogowym. W 1580 r. król Stefan Batory zezwolił więc śmiglanom pobierać specjalne cło (po 3 grosze od każdego przejeżdżającego konia), aby mogli sfinansować wybrukowanie dróg wyjazdowych na przedmieściach oraz w Glińsku. Wszystkie te, zestawiane zresztą z różnych lat, przejawy ekonomicznej aktywności nie muszą dowodzić szczególnego rozkwitu miasta. Chwiejną chyba równowagę ekonomiczna zakłócały raz po raz kataklizmy losowe: w 1474 r. zniszczyły Śmigiel wojska łupiącego południową Wielkopolskę księcia śląskiego Jana żagańskiego, w 1506 r. zaś przyszedł pożar, po którym nawet król litościwie pozwolił nie płacić żadnych podatków przez cztery lata. Śmigiel pozostawał niedużym ośrodkiem o znaczeniu ściśle lokalnym. W 1458 r. na wyprawę pod zagrożony przez Krzyżaków Malbork miał wystawić 7 zbrojnych piechurów. Odpowiada to zdecydowanie poziomowi raczej mniejszych (acz nie tych zupełnie maleńkich) miasteczek wielkopolskich (z okolicznych ośrodków Przemęt i Dubin wysyłały po 1 zbrojnym, Kopanica 2, Babimost, Rydzyna, Zbąszyń, Kębłowo i Sarnowa po 4, Poniec 8, Krzywiń, Święciechowa i Osieczna po 10, Wschowa 20, Kościan 40, a stołeczny Poznań aż 60 ludzi). Właściwy czas rozwoju przyszedł dopiero później, odkąd po połowie XVI w. zaczął się żywszy napływ protestanckich rzemieślników ze Śląska. Ale to już inna, późniejszy historia.
 
Nota bibliograficzna:
Podstawę niniejszego szkicu stanowiły materiały zgromadzone w kartotece Słownika Historyczno-Geograficznego Wielkopolski Średniowiecznej w poznańskiej pracowni Instytutu Historii PAN. Są one sukcesywnie publikowane jako Słownik historyczno-geograficzny województwa poznańskiego w średniowieczu, cz. I-IV, Wrocław 1981 – Poznań 2005. Dotychczas wydane zeszyty obejmują hasła do litery S, m.in. Czacz (cz. I, s. 273-278), Koszanowo (cz. II, s. 337-340), Nowa Wieś (cz. III, s. 323-324). Zeszyt z hasłem poświęconym Śmiglowi winien ukazać się w 2010 r.
Brak wyczerpującej monografii historii Śmigla. Nie pełni tej roli nieduża książeczka L. Gomolca, Dzieje miasta Śmigla, Poznań 1960, a E. Marx, Beiträge zur Heimatgeschichte des Posener Landes, insbesondere der Stadt und Kreises Schmiegel, Schmiegel 1911, zawiera mnóstwo błędów; wciąż przydatny bywa stary H. Wuttke, Städtebuch des Landes Posen, Leipzig 1877, s. 436-438. Amatorski zarys dał Oskar Matzel, Schmiegel. Geschichte einer deutschen Handwerkerstadt im Osten, Rotenburg (Wümme) 1975 – wydanie nakładem własnym autora (egzemplarz w Bibliotece Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk). O stosunkach kościelnych najpełniej: J. Nowacki, Dzieje archidiecezji poznańskiej, t. II, Poznań 1964, s. 433-434, 659; do tego zaś S. Kozierowski, Szematyzm historyczny ustrojów parafialnych dzisiejszej archidiecezji poznańskiej, Poznań 1935, s. 168, 401-403, oraz J. Łukasiewicz, Opis historyczny kościołów parochialnych w dawnej diecezji poznańskiej, t. II, Poznań 1858, s. 247-252 (z cennymi szczegółami, ale i błędami). O rodzinie von Oppeln: T. Jurek, Obce rycerstwo na Śląsku do połowy XIV wieku, Poznań 1996, s. 261-262; o Bnińskich-Śmigielskich: Z. Górczak, Rozwój majątków możnowładztwa wielkopolskiego w drugiej połowie XV i początkach XVI wieku, Poznań 2007, s. 49-50, 91-98. Zob. też S. Weymann, Ze studiów nad zagadnieniem dróg w Wielkopolsce od X do XVIII wieku, „Przegląd Zachodni” 1953, nr 6/8, s. 20, 38-39; Z. i K. Zierhofferowie, Nazwy miast wielkopolskich, Poznań 1987, s. 148-150; M. Adamczewski, Heraldyka miast wielkopolskich do końca XVIII wieku, Warszawa 2000, s. 440-441; Katalog zabytków sztuki w Polsce, t. V, z. 10, Warszawa 1980, s. 99-105; A. Gąsiorowski, Itinerarium króla Władysława Jagiełły 1386-1434, Warszawa 1972 (zestawienie podróży królewskich).
Wpisy najdawniejszych dokumentów z 1400, 1415 i 1460 r. znajdują się w Archiwum Państwowym w Poznaniu, sygn. Wschowa Gr. 18, k. 196-201. Dokumenty te wydał H. Moritz, Ein verschwundener Stadtname. Zur älteren Geschichte von Schmiegel, „Historische Monatsblätter für die Provinz Posen“ 2, 1901, s. 1-7. Najlepsze wydanie dokumentów z lat 1400 i 1415 zawiera jednak Kodeks dyplomatyczny Wielkopolski, t. VII, Warszawa 1985, nr 760 (1415 r.), t. XI, Poznań 1999, nr 1791 (1400 r.). O innych materiałach archiwalnych do historii miasta zob. A. Warschauer, Die städtischen Archive in der Provinz Posen, Leipzig 1901, s. 232-233. Wykaz mieszczan z 1556 r.: Poznań, Archiwum Państwowe, sygn. Poznań Gr. 19, k. 362, oraz Poznań Gr. 100, k. 940v. Dalsze przywileje królewskie: Matricularum Regni Poloniae summaria, t. II, Warszawa 1907, nr 208 (1493, jarmarki), t. III, Warszawa 1908, nr 2628 (1506, zwolnienie z podatków); Poznań, Archiwum Państwowe, sygn. Wschowa Gr. 18, k. 190-191 (1580, cło). Najciekawsze zapiski z akt sądów kościelnych: Poznań, Archiwum Archidiecezjalne, sygn. AC (Acta causarum consistorii), t. 2, k. 112v, 114 (1408); t. 84, k. 105v (1507, Niemcy), 134 (1507, piwo); sygn. AE (Acta episcopalia), t. IX, k. 409v-410 (1550, uposażenie kościoła Św. Wita); wizytacja z 1619 r.: tamże, sygn. AV (Acta visitationum), t. 4, k. 116-121. Wykaz kontyngentów z 1458 r.: Kodex dyplomatyczny Wielkiej Polski, Poznań 1840, nr 129.
 
 
Teksty dokumentów
Poniżej podaję związane z lokacją Śmigla dokumenty we własnym tłumaczeniu. W przypadku dokumentu z 1415 r. podstawę przekładu stanowiła kopia z ksiąg grodzkich wschowskich z 1580 r., a odmienne wersje drugiej kopii z 1671 r. zostały podane w przypiskach. Tłumacząc teksty, starałem się zachować ścisłą wierność wobec podstawy, ale niekiedy konieczne było odstępowanie od niej na rzecz tłumaczenia nieco bardziej swobodnego.
 
  1. Henryk Oppeln nadaje miastu Koszanowo prawa handlowe. 24 VI 1400
Ja Henryk z Oppeln pan w Koszanowie oznajmiam i czynię niniejszym listem wiadomym wszystkim, którzy będę go oglądać albo słuchać odczytywanego, że po rozważnym namyśle i za radą moich przyjaciół, z woli mojej i moich następców dałem i obdarzyłem miasto Koszanowo całkowitym targiem solnym. Do tego daję wagę, postrzygalnię sukna, dwie ławy chlebowe, dwie rzeźnicze, dwie szewskie i wysokie kramy oraz stawy, które leżą wokół rowu miejskiego, ogarniając wszystko wymienione. Na czego potwierdzenie przywiesiłem do tego listu swoją pieczęć. Dano w roku od narodzeniu Chrystusa tysiąc czterechsetnym w dniu św. Jana.
 
  1. Ramsz Oppeln określa prawa miasta Koszanowo. 11 XI (24 VI?) 1415
W imię Boże amen. Ponieważ wszystkie sprawy ludzkie, które się w czasie dokonują, wraz z upływem czasu przemijają i, o ile nie zostaną zatwierdzone przez uczciwych ludzi i odpowiednie świadectwa, łatwo mogą popaść w zapomnienie, ja Ramsz z Oppeln dziedzic w Koszanowie oznajmiam tym listem i czynię wiadomym, że za radą i wolą moich dziedziców i przyjaciół, tak jak to mi, wspomnianemu Ramszowi, udzielił nasz łaskawy pan, król polski Władysław, udzieliłem i dałem z okazji przeniesienia miasta zwanego Koszanowo na prawo magdeburskie, pozostać przy nim i korzystać z prawa miejskiego, pod warunkiem, że nie będzie to szkodzić mojemu prawu zwierzchniemu i że [mieszczanie] będą nam, moim dziedzicom i prawym następcom posłuszni i podwładni jako prawym dziedzicom i nie podejmą żadnego czynu lub rozkazu bez naszej woli i wiedzy. Po pierwsze, ja wspomniany Ramsz udzielam i daję prawem miejskim w całości Nową Wieś, która graniczy z Koszanowem i Brońskiema, z wszystkimi jej prawami i granicami, tak jak od dawna jest położona, tak że burmistrz wraz z radą mnie i moim dziedzicom i prawym następcom powinni oddawać jako czynsz ze wspomnianej Nowej Wsi każdego roku na dzień św. Michała 11 grzywien groszy czeskich, licząc po 48 groszy na jedną grzywnę, a plebanom również z tych dóbr dawać 8 groszy trojaków, jeden korzec ziarna i jeden owsa rocznie z każdego łanu. Również udzielam i daję ja wspomniany Ramsz prawo swobodnego wygonu bydła, które to prawo należało do dziedziny Jana Kühne, bez szkody dla mnie, moich dziedziców i innych sąsiadów. Również daję i udzielam ja wspomniany Ramsz wszystkim, którzy siedzą na prawie miejskim prawo, by trzymać owce, swobodnie je wypędzać i wypasać na wszystkich moich dobrach, bez szkody dla mnie, moich dziedziców i innych sąsiadów, za co mnie i moim dziedzicom ku pamięci winni dawać rocznie po jednej dobrej owcy od każdej setki sztuk bydła. Również udzielam i daję ja wspomniany Ramsz na prawie miejskim dwanaście ogrodów, które leżą za wiatrakiem, wyjąwszy pierwszy ogród przy drodze, który należy do wiatraka, tak że burmistrz z radą winni mnie i moim dziedzicom oddawać czynsz z każdego ogrodu, który będzie osadzony, na dzień św. Michała po wiardunku groszy i 2 kurczaki, plebanowi zaś 1 grosz trojaków. Również udzielam i daję ja wspomniany Ramsz na prawie miejskim dwa ogrody, jeden położony na prawo od wiatraka, drugi po lewej b-idąc do Wschowy-c, a mnie i moim dziedzicom winni dawać z każdego ogrodu 1 szeroki grosz i 4 kurczaki czynszu na dzień św. Michała. Również udzielam i daję ja wspomniany Ramsz Łysą Górę i zarośla na tej górze aż do ogrodu Jan Kuhne, by obrócić je na potrzeby miasta podług ich [mieszczan] upodobania. Również udzielam i daję dwanaście ogrodów wraz ze stodołami, tak szeroko i daleko, jak od dawna są położone, za co mnie i moim dziedzicom [należą się] z każdego ogrodu 2 kurczaki rocznie. Również udzielam i daję ja wspomniany dla dobra miasta ogród zwany Placem Żydowskim, aby obrócić go na potrzeby miasta. Również udzielam i daję prawo zakładania stodół i ogrodów wokół miasta, bez szkód dla ogrodów moich i moich dziedziców, które są od dawna założone. Również udzielam i daję dla dobra miasta browar od grobli za Dziką Górą aż do buka, bez szkody dla Bukowego Źródła. Udzielam i daję dla dobra miasta pół łanu od Bukowego Źródła aż do Świętego Źródła i stawu przy Świętym Źródle, tak szeroko, długo i daleko, jak się da. Również udzielam i daję ja wspomniany Ramsz targ solny w całości, zastrzegając, że gdy d-obcy przywiozą sól i będą ją sprzedawać na ćwierci-e, to mnie i moim dziedzicom należy się połowa [opłat z] targu, gdyby zaś samo miasto sprzedawało sól, winno mnie i moim dziedzicom płacić po ćwierci soli od każdego wozu. Również udzielam i daję w całości ja wspomniany Ramsz postrzygalnię suknia i wagę, zastrzegając dla mnie i moich dziedziców krojenie i ważenie na nasze potrzeby we dworze. Również udzielam i daję ja wspomniany Ramsz dwie ławy rzeźnicze, dwie ławy chlebowe i dwie ławy szewskie, tak że powinny utrzymywać, jak należy, wspólnotę z ławami moimi i moich dziedziców. Również udzielam i daję ja wspomniany Ramsz wolną łaźnię, za co mnie i moim dziedzicom wraz z czeladzią należy się w miarę potrzeb darmo kąpiel i strzyżenie. Również udzielam i daję dla dobra miasta prawo, by obnosić swobodnie chorągiew, zastrzegając, że chorągiew ta będzie stała u dziedziców, tak że ten, kto by chciał korzystać z chorągwi miejskiej, będzie dawał dziedzicom 1 grosz i tak samo miastu. Biedota będzie mogła się kąpać darmo w soboty. f-Również udzielam i daję swobodnie [tu następuje kilka słów niezrozumiałych], zgodnie z prawem miejskim, bez szkody dla zwierzchniego prawa dziedziców, wyjąwszy pół łanu wójtów, które jest wolne-g. Aby wyżej opisane sprawy były trwale zachowywane, ja Ramsz przywiesiłem moją pieczęć do tego listu, który był dany w dniu św. Marcinah roku od urodzenia Chrystusa tysiąc czterysta piętnastego.
 
a W drugiej kopii: Glińskiem.    b-c W drugiej kopii: ponad drogą wjazdową.    d-e W drugiej kopii: zwyczajna sól będzie sprzedawana na beczki.    f-g W drugiej kopii: Również udzielam i daję swobodnie karać wszystkie przestępstwa podług prawa miejskiego, bez szkody dla zwierzchniego prawa dziedziców.    h W drugiej kopii: św. Jana.
 
3. Król Kazimierz Jagiellończyk nadaje prawo magdeburskie miastu Śmigiel. Poznań, 21 VII 1460
W imię Pańskie amen. Na wieczną rzeczy pamiątkę. Aby błąd zapomnienia nie pochłonął dokonywanych w czasie czynów, wzniosła rada królów i władców postanowiła czyny te uwieczniać mocą dokumentów i świadectwem świadków. Przeto my Kazimierz z Bożej łaski król Polski oraz ziem krakowskiej, sandomierskiej, sieradzkiej, łęczyckiej, kujawskiej i pomorskiej, wielki książę Litwy, pan i dziedzic Pomorza oraz Rusi itd. brzmieniem niniejszego pisma ogłaszamy wszystkim, których to dotyczy, z nim się zapoznającym, tak obecnym, jak i przyszłym, że na prośby wielce nam drogiego, czcigodnego w Chrystusie ojca, księdza Andrzeja biskupa poznańskiego, pragnąc poprawić stan położonego w Wielkopolsce w powiecie kościańskim miasta Śmigiel i jego mieszkańców, aby za czasu naszych rządów mogło uzyskać obfitsze pożytki, przenosimy je wieczyście, tak jak jest w swoich granicach wzdłuż, wszerz i dookoła rozgraniczone i wydzielone, z prawa polskiego, ruskiego i jakiegokolwiek innego na prawo niemieckie zwane magdeburskim, usuwając tam wszystkie polskie, ruskie i jakiekolwiek inne prawa, normy i wszelkie zwyczaje, które zwykły kłócić się z owym prawem niemieckim. Zwalniamy ponadto, wyjmujemy i wieczyście uwalniamy wszystkich ludzi i mieszkańców wspomnianego miasta Śmigiel od wszelkiego sądownictwa, sądu i władzy wszystkich wojewodów, kasztelanów, starostów, podkomorzych, sędziów, podsędków i innych urzędników naszego Królestwa i ich służebników, tak aby przed nich i któregokolwiek z nich pozwani w sprawach wielkich lub małych, jak to kradzieży, zabójstwa, podpalenia, obcięcia członków albo jakichkolwiek innych nadzwyczajnych wykroczeń, nigdy nie odpowiadali ani nie płacili jakichkolwiek kar. Ludzie, mieszczanie i mieszkańcy Śmigla odpowiadać natomiast mają wobec swego wójta, wójt zaś wobec swych dziedziców i ich prawych następców, gdy wezwany zostanie ich pismem lub pozwany, a to jeśli będzie opieszały w wymierzaniu sprawiedliwości albo z odwołania, wtedy nie na inaczej, jak na swoim prawie niemieckim zobowiązany jest odpowiadać. W wyżej zaś wyliczonych sprawach gardłowych o zbrodnie wójt wspomnianego miasta będzie miał pełną moc i zdolność sądzenia, wyrokowania, karania, zmuszania do poprawy i egzekwowania, tak jak owo prawo niemieckie we wszystkich swych punktach, postanowieniach, klauzulach i artykułach przewiduje i wymaga. Na których to rzeczy świadectwo do dokumentu tego została przywieszona nasza pieczęć. Działo się w Poznaniu w najbliższy poniedziałek przed dniem św. Marii Magdaleny roku Pańskiego tysiąc czterysta sześćdziesiątego, w obecności czcigodnego w Chrystusie ojca, księdza Jana biskupa włocławskiego, kanclerza Królestwa Polskiego, oraz wielmożnych i urodzonych Łukasza z Górki wojewody poznańskiego, Stanisława z Ostroroga wojewody kaliskiego, Piotra z Gaju kasztelana kaliskiego, Jana z Czarnkowa kasztelana gnieźnieńskiego, Ścibora z Ponieca podkomorzego poznańskiego i starosty generalnego Wielkopolski i innych bardzo licznych świadków. Dano przez ręce tegoż czcigodnego w Chrystusie ojca, księdza Jana biskupa włocławskiego, kanclerza oraz wielebnego i zacnego Jana